• Pałac Leopolda Kronenberga •

• Leopold Kronenberg’s Palace •

• Der Palast von Leopold Kronenberg •

• ПАЛАЦ ЛЕОПОЛДА КРОНЕНБЕРГА •

• Palác Leopolda Kronenberga •

• Palais de Leopold Kronenberg •

• El Palacio de Leopoldo Kronenberg •

• Palazzo di Leopold Kronenberg •

• ΤΟ ΠΑΛΑΤΙ ΤΟΥ LEOPOLD KRONENBERG •

najbardziej okazała XIX wieczna rezydencja Warszawy

the most magnificent nineteenth-century residence in Warsaw

die beeindruckendste Residenz aus dem 19. Jahrhundert in Warschau

найбільш вражаюча резиденція XIX століття у Варшаві

najpôsobivejšie sídlo vo Varšave z 19. storočia

la plus magnifique résidence du XIXe siècle à Varsovie

la residencia del siglo XIX más magnífica de Varsovia

la più imponente residenza del XIX secolo a Varsavia

η πιο εντυπωσιακή κατοικία του 19ου αιώνα στη Βαρσοβία

Oprowadzanie po pałacu Leopolda Kronenberga
(około 6 minut 10 sekund)

Oto wspaniała rezydencja Leopolda Kronenberga, w XIX w. najbogatszego człowieka w Królestwie Polskim, który do niebywałego majątku doszedł własną przemyślnością. Jako młody człowiek, syn niezbyt majętnego żydowskiego bankiera, zaczął zbijać kapitał, dzierżawiąc monopol tytoniowy i prowadząc wielką fabrykę tej branży, później zaś zarobił kolejne miliony rubli budując cukrownie oraz jako udziałowiec kolei żelaznych. Z jednej strony drapieżny kapitalista, zasłynął z drugiej jako wielki polski patriota i filantrop, któremu Warszawa zawdzięczała między innymi szkołę kolejową, szkołę handlową i Bank Handlowy. Wszystkie te instytucje po rozmaitych przekształceniach istnieją do dziś. Na fali fortuny uzyskał tytuł barona i zmienił wyznanie na ewangelicko-reformowane, a jego dzieci weszły w związki małżeńskie z przedstawicielami polskiej arystokracji. U schyłku lat sześćdziesiątych XIX wieku brakowało mu już tylko ostatniej perły w koronie, czyli godnej jego aspiracji rezydencji. Baron Kronenberg miał tak wygórowane oczekiwania, że nie zadowoliły go koncepcje żadnego z polskich architektów. Wielki Henryk Marconi już nie żył, a jego uczniowie i następcy nie potrafili sprostać zadaniu. Zmuszony okolicznościami baron zamówił plany pałacu w Berlinie u Georga Hitziga, szeroko znanego w Prusach twórcę licznych rezydencji, willi i gmachów użyteczności publicznej. Tym razem wszystko poszło jak należy i w 1871 r. pałac przy dzisiejszym pl. Małachowskiego został ukończony kosztem okrągłego miliona rubli w złocie. Była to kwota oszałamiająca, wystarczy bowiem przypomnieć, że zbudowany nieco później pałac Szlenkierów (dziś ambasada Włoch), druga z najwspanialszych rezydencji w mieście, kosztował „zaledwie” 300 tysięcy rubli, a komfortową kamienicę można było wystawić za niespełna 100 tysięcy.

Archiwalne zdjęcie ustawione obok makiety ukazuje nam plac Saski z soborem prawosławnym i Pałacem Saskim, natomiast pałac Kronenberga widać przy prawym skraju kadru. Gmach sięgnął luksusem poziomu, któremu nikt już w mieście później nie dorównał. Warszawa nie dysponowała w tamtych czasach nowoczesnym systemem wodociągowym i nie posiadała w ogóle kanalizacji, tymczasem w pałacu wprowadzono lokalną ich sieć, oświetlenie gazowe oraz podwójny system centralnego ogrzewania – wodny i powietrzny.

Elewacje zostały ukształtowane w berlińskiej manierze neorenesansu eklektycznego, czyli posiłkującego się swobodnie zestawionymi motywami z różnych nurtów i odmian stylu Odrodzenia. Przykładowo motyw powtarzalnych arkad, typowy dla renesansu włoskiego, upowszechnił się w XIX wieku w krajach niemieckich wraz z wysokimi dachami charakterystycznymi dla architektury francuskiej. Wystrój został wykonany nadzwyczaj starannie z użyciem elementów z terakoty, ale także kamienia, jak w przypadku kariatyd – figuralnych rzeźb dłuta Leonarda Marconiego, które ujęły oba frontowe wejścia. To główne, poniżej arkadowej loggii, prowadziło do kolumnowej sieni, ta zaś rozpoczynała ciąg sal i salonów, o wspaniałości których mówi widoczna obok modelu tablica z oryginalnymi, barwnymi rysunkami Hitziga. Po obu stronach sieni i reprezentacyjnych schodów nakrytych szklanym dachem rozplanowano biura, przy czym kantor po prawej stronie bramy należał do właściciela pałacu i łączył się z jego gabinetem, ten zaś – wewnętrznymi schodami – z biblioteką na piętrze. Wszystkie pomieszczenia w tej części pałacu stanowiły domenę mężczyzn – ojca oraz synów: Leopolda-Juliana, Stanisława i Władysława. Na pierwszym piętrze znajdowały się przepysznie urządzone salony, a na górnej kondygnacji apartamenty panów. Podobny układ pięter funkcjonował po lewej stronie głównego wejścia, gdzie zamieszkiwały panie – baronowa Ernestyna z domu Leo oraz córki – Maria Róża i Róża Maria. Podział rezydencji na część męską i żeńską wymagał zaprojektowania oddzielnych ciągów komunikacyjnych, skręćmy więc w lewo w ul. Królewską w ślad za jadącym nią omnibusem żelaznym. Nieoficjalnie zwane w Warszawie ropuchami, przewoziły od 1866 r. pasażerów i bagaże między dworcami kolejowymi na obu brzegach Wisły. W roku 1881 zostały zastąpione nowocześniejszymi i lżejszymi tramwajami konnymi.

Kareta Kronenbergów zajeżdżała pod pałac właśnie od tej strony. Dwie kariatydy ujmują wrota przejazdu bramnego, wewnątrz którego pojazd zatrzymywał się, wysiadały zeń panie, a karoca jechała dalej przez pierwsze podwórze, aby zatrzymać się po raz wtóry w podcieniu skrzydła oficyny. Wejście do męskiej części pałacu widać w tle arkad, one same zaś umożliwiały zawrócenie powozu z podwórza gospodarczego, które nie zostało w modelu uwzględnione.

Zajdźmy jeszcze na tyły rezydencji, aby zobaczyć wnętrze Ogrodu Zimowego – cudu ówczesnej techniki – wbudowanego ponad parterem gmachu. Podwójny szklany dach był ogrzewany ciepłym powietrzem, dolna zaś część sali – kaloryferami. Z czasem ogród przerobiono na Galerię Obrazów, ale sam jej kształt pozostał niezmieniony.

Pałac służył baronowi do jego śmierci, zaledwie siedem lat znaczonych wszakże rozlicznymi wizytami, biesiadami i balami. Spadkobiercy – nie tak już biegli w dziele pomnażania majątku – szybko odczuli ciężar utrzymania rezydencji, której dalsze dzieje to korowód starań o zyskowne wynajęcie gmachu o zbyt wysokich i niefunkcjonalnych wnętrzach. W 1916 r. dla podniesienia dochodowości zamierzano nadbudować pałac aż o trzy piętra, do czego jednak szczęśliwie nie doszło. W późnych latach 30. rezydencja była już własnością Banku Polskiego, ale potomkowie barona nadal zamieszkiwali część pomieszczeń. Na parterze do 1934 r. znajdowały się biura towarzystwa ubezpieczeń „Prudential”, a następnie firmy „Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe”, która eksploatowała flotę transatlantyków, w tym słynnego „Batorego”.

W marcu 1939 r. wybuchł pożar, który strawił część dachu, ale początek końca pałacu nastąpił podczas niemieckiego nalotu we wrześniu. Bajkowa rezydencja została kompletnie wypalona i ocalały tylko mury zewnętrzne, które po wojnie zostały zinwentaryzowane i wpisane do rejestru zabytków. Solidność konstrukcji sprawiła, że jeszcze dwie dekady później pałac nadawał się do odbudowy. Niestety, nie można było znaleźć dlań użytkownika, toteż gdy ambasada Francji wystąpiła z wnioskiem o skreślenie murów z listy zabytków i ich wyburzenie w celu zastąpienia nowym budynkiem, władze polskie skwapliwie się na to zgodziły, choć gruntu ostatecznie Francuzom nie przyznano. Na przełomie 1961 i 1962 r. dopełniły się losy pałacu. Rozbiórkę przeprowadzono z takim zapałem, iż potrzaskano nawet granitowe kariatydy, których poćwiartowane i porzucone na pl. Małachowskiego szczątki wywozili później uszczęśliwieni kamieniarze. Okrutnie pokancerowane kadłuby dwóch mniejszych rzeźb ostatecznie trafiły do lapidarium w Muzeum Ziemi. Ocalał także trzon jednej z kolumn z holu głównego, który obecnie tworzy na Woli część pomnika Electio Viritim na dawnym królewskim Polu Elekcyjnym. Tyle pozostało po najwspanialszym pałacu przedwojennej Warszawy, którego miejsce zajmuje dziś hotel Sofitel Victoria.